2. Randka


Rwie się we mnie to cholerstwo, 
niecierpliwość,
Musi wszystko teraz i zaraz.
Czuć zachłannie i intensywnie. 
Pragnienie by ją dotknąć, skręca mnie niczym z głodu.
najeża ramiona,
świerzbi dłonie.
Mięśnie napięte bez celu i bez prawa użycia ich siły, udają luz. 
To jeszcze pożądanie, czy już zwykłe szaleństwo?
Rozpaczliwa potrzeba zagarniania by wypełnić czymś pustkę w samym sobie?
Pragnienie kochania i bycia kochanym?
Jak gdybym mógł nabrać uczuć i doznań na zapas,
w obawie, że jeśli tego nie zrobię, to znikną i więcej się nie powtórzą.
Wszędzie chcę, wszystko i naraz.
Chcę pięć ramion, osiem dłoni, trzy nozdrza.
Wdychać jej zapach, tulić i trzymać mocno jakby miała spaść w przepaść.
Jestem granatem, chwycony przez herosa tuż po wybuchu. 
Próbuję zewrzeć, ledwie rozerwane, odłamki, stłamsić je z powrotem w całość,
lecz one z pędem i hukiem chcą eksplodować.
Bezgłośnie trwa walka,
chcenia z powściąganiem.
Heroiczne siły półbogów, rozsądku i rządzy,
Ateny z Aresem,
bez śladu wojny, czy choćby drgnienia.
Przeciwne siły utrzymujące swój bezruch.W świecie niedostępnym dla oczu i uszu.
We mnie.
Gdy ja, siedzę na przeciwko niej.
Nonszalancko,
niemal obojętnie, przy pierwszej kawie. 

Dodaj komentarz