Zakład, że przekształce byle myśl w… dzieło?
Wyrwę ją losowo, z ciemności, gdzie nie ma absolutnie nic.
Potrzebuję tylko areny, na ten pokaz,
Położę kartkę w tej pustce,
jak dryfującą taflę, czystą, dziewiczą, nienaruszoną.
Jak masz ją dostrzec?
Zapalę świecę by wydzielić ją z mroku.
Pierwsze słowa, jak czarne wyspy na bieli,
formują się w zdania, jak w coraz większe lądy.
Parę ozdobników. Zawijas. Kolor.
Didaskalia na skraju, by dodać głębi znaczeniu.
Wszystko to jednak martwa natura,
póki nie dodam w nich treści.
Czegoś co może poruszyć, wywołać zachwyt lub lęk.
Bronić, lub rzucić się do ataku.
Dodam poglądy, dodam opinie, wartości.
Jedne łagodne inne domagające się sprawiedliwości.
Tylko, kto miałby wygłosić te doniosłe myśli?
Autor. Niczym głos znikąd? Zbyt bezosobowo.
Potrzeba nam ust. Bohatera, lub dwóch,
dwoje, by zawiązać się mogła między nimi zażyłość.
Może romans, a z czasem miłość lub zdrada.
W ich dialogi dam Wam sens i znaczenia.
Ale, żeby istnieli,
potrzebują imion.
Może by tak,
Adam i Ewa.
Dzieła się tworzy z niczego.
1. Dzieło